
Cień
wystawa indywidualna
październik/listopad 2020
Film prezentujący wystawę Cień w Kąt Kutury.

Milczarek puka do drzwi percepcji
Namaluj, co widziałeś po zamknięciu oczu!
Ludwig Wittgenstein
Uwagi o barwach
Opowiem, co widziałem po ich otwarciu. I o czym myślę, kiedy – w pokorze i zamyśleniu – na powrót je zamykam. Opowiem zastrzegając z góry, że język mój nie wystarczy, a mowa będzie krótka. Opowiem nie po to, by coś w nazwie zamknąć, ale by pytaniem otworzyć.
Nie wiem, który to już raz stykam się z malarstwem Dariusza Milczarka w tej najwłaściwszej po temu formie – to jest fizykalnie, oko-w-obraz, z zachowaniem jedności czasu, miejsca i akcji. Ta, kojarząca się ze starożytnym greckim teatrem, triada przychodzi mi na myśl nie przypadkowo. Bo oto – gdzie jestem? Przed czym, wobec czego staję? Czy to nie kolejna odsłona jaskini? Miejsca-znaku naszej kultury i naszego wnętrza jednocześnie. Pieczara, która nas otacza i grota, którą w sobie nosimy, którą na co dzień drążymy eksplorując to, co zewnętrzne. Ten opisujący jeden kierunek, ale o rozchodzących się wektorach ruch, który wyznacza nasze zmagania z losem… Ten horyzontalny tryb, który daje podłoże do poszukiwań wertykalnego – tego co już nienazywalne, czego nie umiemy ani dotknąć, ani opisać. Ale co się wydarza.
Malarstwo Milczarka jest dla mnie próbą zapisu czegoś, co na użytek poniższego tekstu nazwałbym: sytuacją jaskini. Każdorazowy kontakt oka z jego pracami powoduje przejmujące poczucie dotknięcia tego punktu minimum – oto limes, granica funkcji, za którą rozciąga się tajemnica, już inny, być może właśnie ten, wspomniany wyżej, wertykalny wymiar. I – zwróćmy uwagę – w prezentowanym cyklu nie osiąga tego przez wyliczenie, dokładny rysunek, mimetyczność rozumianą jako próbę odwzorowania zobaczonego. Jeśli o jakiejś mimesis ośmieliłbym się tu wspomnieć, to o mimesis wrażenia. To malarstwo oparte na kondensacji i precyzji barwy. Milczarek jaskinię, w której przebywa umie traktować, jak dająca się wycisnąć gąbkę. Potem odrzuca ją jako niepotrzebny atrybut i odparowuje płyn (myślę, że to już dzieje się w związku z tą drugą stroną jaskini, czyli drążeniem w sobie). I dostajemy obrazy – ślad ciągłego zmagania się artysty z tajemnicą… Kto wie, czy i Platonowi by się nie spodobało?
Na koniec pozwolę sobie strawestować tezę siódmą, czyli zamykającą Traktat logiczno-filozoficzny autorstwa myśliciela, który otworzył poniższy, skromny tekścik… O czym nie można mówić, na to trzeba patrzeć. Patrzmy więc!
Patryk Czarkowski









